XXXIV Bieg Chomiczówki

Bez kategorii

Chomiczówkę zachwalali wszyscy, więc jak tylko pojawiły się zapisy,  wpisałam się na listę, by na własnej skórze przekonać się, na czym polega fenomen tego biegu. Co roku jest problem z pakietami, bo szybko się rozchodzą, a na bieg ściąga cała śmietanka biegowa.

Po pakiet pojechałam dzień wcześniej, w sobotę wieczorem. Szybko, bez kolejek i bez problemu. W pakiecie podstawowym była koszulka bawełniana, którą od razu wrzuciłam na zbiórkę dla dzieciaków, którą organizuję.  Przy okazji zapytałam wolontariuszy o możliwość parkingu. Przy samym starcie to wiadomo oczywiście, że bez szans, ale żebym próbowała gdzieś w okolicach supermarketu.

Start był o 11:00,  więc postanowiłam przyjechać godzinę wcześniej, żeby zaparkować, pokibicować tym, którzy ścigali się na 5km i porządnie rozgrzać. Niestety, kiedy przyjechałam, parking przy supermarkecie był zamknięty, na uliczkach nie było już gdzie, ale zobaczyłam napis „Wolne miejsca parkingowe”. Postanowiłam zapłacić i zaparkować, niż tracić czas na szukanie miejsca. W budce nie było nikogo, więc pomyślałam, że może przy wyjeździe będzie komu zapłacić. Przebrałam się i w tym czasie, ktoś zamknął bramę wyjazdową. Jak się okazało parking był dla mieszkańców bloku i któryś z nich postanowił zamknąć kilkoro biegaczy w środku. Zmylił mnie napis, to i mam za swoje. Po 10 min kombinowania co możemy zrobić, jakiś mieszkaniec przechodził i wybawił nas z opresji. W tym samym czasie supermarket postanowił zdjąć taśmę i mogłam zaparkować normalnie na parkingu. To się ładnie zaczęło…

chom2

zdjęcie zrobił mój kolega Tomek nie mając świadomości, że za płotem jestem ja 🙂

O 10:30 mieliśmy zbiórkę w ramach akcji #złotynakilometr, ale w tym samym czasie rozgrzewkę dla swojej drużyny prowadził Łukasz Kalaszczyński. Trochę z nimi wygibasów zrobiłam 🙂 Potem truchtanie i .. poszłam na start.

Chciałam pobiec ten bieg mocno, ale gdzie jestem z formą na początku treningów – kto to wie? Postanowiłam pobiec w granicach 4:30-4:40. Żeby było komfortowo. Cicho gdzieś w myślach układałam sobie, że może tak poniżej 1:10 to ja dzisiaj dam radę pobiec te 15km.. Pierwszy kilometr było strasznie ciasno, każdy uciekał bokami jak mógł, żeby nie wpaść na tych wolniejszych. Początek biegło mi się dobrze, tempo średnio po 4:35. I te pętle… Jakoś moja głowa nie przepada za nimi. Próbowałam zapamiętać jakieś szczegóły z trasy, ale uliczka jedna podobna do drugiej. Co jakiś czas mijałam znajomych, albo oni mijali mnie. Druga pętla już nieco wolniej. Troszkę bieg się rozciągnął, były momenty, że biegłam sama, a wiatr dmuchał jak chciał 🙂

chom1

fot. kiwiportal.pl

Ostatnia pętla, ostatnie 5km i nogi już ciężkie, już nie było komfortu biegu. Tempo powyżej 4:40/km. Cały bieg mijałam się z jedną dziewczyną. Często była przede mną, a ja pilnowałam jej, żeby mi nie uciekła. To był taki dla mnie motywator. Obiecałam sobie, że na ostatnich metrach spróbuję ją przegonić. 300 metrów do mety i  zebrałam w sobie siły na tyle, by być przed nią. Ale gdy zobaczyłam metę..cóż …. ja już tak mam, że lubię ładnie finiszować. Wniosek, że jednak nie dałam z siebie wszystkiego, ale wiem teraz przynajmniej gdzie jestem z moim bieganiem.

Ostatecznie z czasem 1:09:59 (!) zajęłam 16te miejsce w swojej kategorii wiekowej , a drużynowo 17te miejsce na 68 ekip – całkiem fajnie. I zobaczcie jaka drużyna ładna 15941012_1540051632673525_1663484452852910573_n

bieg

Dalej nie wiem o co chodzi z Biegiem Chomiczówki, bo ani pętle, ani bieganie po uliczkach między blokami, jakoś mnie osobiście nie sprawia frajdy.

poprzedni
następny

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply