Virgin London Marathon

oficjalna strona

ZAPISY


Zapisy na maraton w Londynie ruszają zawsze kilka dni po poprzedniej edycji, toteż wyczekiwałam północy, a właściwie 1 w nocy, kiedy okienko zostanie otwarte, żeby zgłosić się do loterii. 1 maja maszyna ruszyła. 125 000 miejsc rozeszło się w rekordowym czasie – 9 godzin i 50 min. Dostałam maila z potwierdzeniem i pozostało czekać na wyniki do … października. To chyba najdłuższy termin jaki spotkałam jeśli chodzi o wyniki losowania. I tak 3 października otrzymałam maila, na którego tak czekałam a wynik wcale nie był fajny:

 Ale ja jestem uparta i taki mail nie przeszkodził mi w realizacji mojego marzenia. Wiedziałam, że inna opcja będzie kilkukrotnie droższa, że będę musiała więcej poszukać informacji w internecie, ale nie poddam się. Popytałam wśród znajomych, poczytałam w necie i wyszło na to, że jedynym pewnym źródłem, który da mi gwarancję startu jest pan Henryk Paskal. Napisałam więc maila i po kilku tygodniach dostałam odpowiedź. Pakiety jeszcze były. Musiałam tylko wypełnić formularz potrzebny do rejestracji i wpłacić 1950 zł. 

W połowie stycznia dostałam maila od organizatorów, że zostałam zgłoszona przez Sports Tours International. Byłam pewna, że jestem już zarejestrowana. Ostatnim mailem była informacja z nadaniem numeru startowego 


MIESZKANIE

Z tym miałam najprościej wbrew pozorom. Mariusz jak tylko mu powiedziałam, że mam pakiet, zaproponował pobyt u niego. Ucieszyłam się, bo fajnie mieć w takich momentach przyjazną duszę no i koszty wyjazdu znacznie spadają.  Szczegóły mieszkania pozostawiam dla siebie.

EXPO

Na Expo wybraliśmy się w piątek. Na miejscu umówiliśmy się z koleżanką Mariusza, Martą. Najpierw odbiór pakietów tak żebym najważniejsze załatwiła. Bez większych kolejek i czekania. Pani wszystko wytłumaczyła i ruszyliśmy dalej. Jak zawsze niespiesznie pozwiedzaliśmy stoiska szukając nowości, ale nic takiego nie widziałam. Bardziej ubogie niż expo w Bostonie, ale pojawiły się też firmy, których tam nie było. Największą atrakcją na pewno było dla nas spotkanie Dennisa Kimetto i Wilsona Kipsanga. Tak na wyciągnięcie ręki. Opowiadali o sobie, o tym, który maraton (oprócz Londynu) lubią biegać, jaki mają cel na ten wyścig. W sumie spotkanie trwało kilkanaście minut, ale potem mieliśmy szczęście i dostaliśmy autografy. Oficjalne stoisko adidasa dużo skromniejsze niż w Bostonie. Ciężko było wybrać pamiątki, a przykładowo czapeczka z logo była tylko w jednym kolorze. Pierwszy raz z czymś takim się spotkałam. Gdy poszliśmy dalej, w pewnym momencie Marta zapytała mnie co planuję pobiec w niedzielę. Wiadomo było, że mam jeden cel: mieć czas poniżej 4h i nie ważne jaki. Zapytała czy nie chciałabym jej poprowadzić. Wtedy uśmiechnęłam się i pomyślałam, że fajnie jest mieć jakiś większy cel. Tylko czy wytrzymam tempo po Bostonie? Marta chciała pobiec 3:43 tak, żeby mieć pewny start w Bostonie w 2016.

MARATON

Od piątku miałam już cel na ten bieg i wiedziałam co muszę biec. Kwestia była tylko taka czy dam radę. Jeszcze nigdy nie biegłam dwóch maratonów tak blisko siebie w tym jeden taki ciężki. Wiedziałam tylko, że zaryzykuję. Po powrocie z Bostonu znów cierpiałam z powodu zmiany stref czasowych i braku snu. Przed samym maratonem rozmawialiśmy z Mariuszem do późna, ustalaliśmy jak mam biec, żeby było ok i gdzie ekipa Polacy Biegają w UK będzie nam kibicować. Zasnęłam może około 2:30 a pobudkę mieliśmy około 5:00. Zjedliśmy śniadanie i udaliśmy się na start. Umówiliśmy się z Martą na stacji, gdzie już dalej jechałyśmy we dwie pociągiem jakieś 30 min. Po drodze gadałyśmy o życiu a nie o bieganiu. Może to pomogło, że nie byłyśmy zestresowane. Gdy dotarłyśmy do wioski biegaczy, najpierw oddałyśmy do depozyty rzeczy Marty a potem moje i ustawiłyśmy się w długaśną kolejkę do WC. Pogoda była idealna do biegania – pochmurne niebo i jakieś 6-7 stopni. W swoim sektorze zameldowałyśmy się jakieś 5-6 minut przed startem. Wyrzuciłyśmy swoje stare ciuszki a zostałyśmy tylko w strojach biegowych i workach foliowych. Ruszyłyśmy z niewielkim opóźnieniem od strzału startera, z niebieskiej strefy. Po mniej więcej kilometrze dołączyła do nas grupa czerwona i nieco później zielona. To co na początku zauważyłam to przede wszystkim ciasno od samego startu i z upływem kilometrów wcale się to nie zmieniało. Druga rzecz, która była myląca to zające i różne strefy. Przed ponad 20km miałyśmy cały czas przed sobą peacemakera na 3:45 z czerwonej grupy. Najpierw jeden , potem drugi. Naszego dogoniłyśmy dopiero na 32 km. Mnie to przeszkadzało szczególnie, że wiedziałam jakim tempem biegniemy i byłyśmy ciut ponad 3:45.

Stacje nawadniania były od mniej więcej 5km co 1 milę czyli 1,6km. Idealnie można było rozłożyć nawadnianie się, a do tego małe buteleczki z wodą, które nie były zakręcane a miały „dziubek” sprawdziły się super. Mogłyśmy trzymać je w ręce w trakcie biegu (0,3l) i nie ryzykowałyśmy oblania się wodą. Po drodze były jeszcze w dwóch punktach (tyle odnotowałam) zraszacze ale przy takiej temperaturze nie były konieczne, jak dla mnie. Przez cały bieg starałam się trzymać tempo na poziomie 5:14 – 5:15. Marta biegła równo ze mną, nie narzekała. Starałam się nie rozmawiać, żeby jej nie męczyć. Co jakiś czas pytałam jak się czuje. Około 30 km Marta poprosiła, żebyśmy zwolniły a ponieważ udało nam się wypracować mały zapas to zgodziłam się. Po jakimś kilometrze powoli znów zaczęłam delikatnie przyspieszać tak, żeby Marta nie poczuła a chciała biec ciut szybciej. Na 36 km wzięłyśmy power bombę i wtedy się zaczęło. Specyfik zaczął działać po jakimś kilometrze a w Martę jakby weszło nowe życie. Ostatnie kilometry biegła w okolicy tempa 5:00 i na metę wpadłyśmy z czasem 3:42:43 czyli udało się zrealizować plan.

Cieszę się, że pomogłam Marcie spełnić jej biegowe marzenie bo dzięki temu wynikowi wystartuje w maratonie w Bostonie oraz Chicago.

 Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, za kibicowanie szczególnie tym na miejscu. To, że wytrwaliście w takiej pogodzie to naprawdę wyczyn! 😉

 Dziękuję firmom TomTomNessi,Agisko, BV Sport za wsparcie w organizacji tego wyjazdu.