Kilian Jornet „Niewidzialne granice”

książka, recenzje

Sama nie wiem czego oczekiwałam po tej książce. Kiedy w grupie biegaczy Ultra na Facebooku pojawił się wpis, że można zakupić przedpremierowo nową książkę Kiliana Jornet’a „Niewidzialne granice”, dotarło do mnie, że ja nawet nie czytałam „Biec albo umrzeć”. Wstyd, bo Kiliana śledzę, coś tam wiem o jego sukcesach, ale czemu jeszcze nie czytałam – nie umiem odpowiedzieć. Zakupiłam od razu obie pozycje – bo przecież w pakiecie taniej a my kobiety lubimy „okazje”,  i czekałam na kuriera. O ile „Biec i umrzeć” naprawdę mi się podobało i wciągnęła mnie jego historia, o tyle „Niewidzialne granice” rozczarowały. Dla mnie to totalnie dwie różne książki i jakby pisane przez dwie różne osoby. Być może wpływ na tą drugą miała osobista tragedia związana ze śmiercią jego przyjaciela, Stephane Brosse’a, podczas wspólnej wyprawy? Historia w tej książce mam wrażenie, że ciągnie się nie miłosiernie długo a ja chciałabym już przeczytać o czymś nowym, nowych emocjach czy wyzwaniach, kolejnych wyprawach, kolejnym przekraczaniu granic. Trochę ta książka przypomina mi „Ultranastawienie” Travica Macy – jeśli mieliście okazję czytać – niż biografię biegacza.Nie piszę więcej o treści, czyli wyprawie w góry Nepalu, o ludziach, których tam spotkał. Nie chcę zdradzać treści, bo zakładam, że znajdą się chętni żeby po nią sięgnąć

Chętnym poczucia wrażeń związanych z bieganiem czy skialpinizmem odradzam. Nie znajdziecie tego za dużo. Ale jeśli chcecie poczytać o emocjach „zwykłego” człowieka to jest taka okazja. Nie porwała mnie.

Książkę, samą lub w pakiecie, można kupić tutaj 

poprzedni
następny

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply