Zurich Marato de Barcelona 2017

bieganie, expo, maraton, podróże, zwiedzanie

Wszystko miało być inaczej. Inny start, inne miasto, inny kraj. Ale wystarczyła jedna rozmowa z Darkiem i zamiast biec maraton w kwietniu, zmieniłam plany i zdecydowałam się na Barcelonę. W końcu maraton w dniu urodzin i to jeszcze 30-tych! Kto by nie chciał spędzić ich w pięknym słońcu Hiszpanii?! Manchester poczeka….

Barcelona okazała się kierunkiem, który wybiera sporo Polaków. Widać ich było w samolocie, na mieście, na expo przed maratonem jak i w dniu biegu. Miałam przyjemność lecieć z Marcinem i jego rodziną, z Łukaszem  czy drużyną Wisły Płock, ale oni lecieli pobiegać inaczej – za piłką ręczną.17191030_1493110790700057_3920371075240675239_n

Marcin polecił nam nocleg, więc nawet nie szukałam dalej i zdecydowaliśmy się na Hotel Barcelona Universal. Czysty, z pysznym śniadaniem i nawet dla maratończyków było specjalnie przesunięte o 1h wcześniej. Jest blisko metra, a do startu/mety maratonu jest niecałe 2km. A! Co dla niektórych może być ważne – trasa biegu jest tuż pod hotelem (ok. 40km) więc prywatni kibice mieliby blisko.

Do Barcelony polecieliśmy w piątek. Na początek podróży lot z 40-sto minutowym opóźnieniem LOT-em (Late Or Tomorrow 😉 ), ale i tak humory nam dopisywały. Z lotniska jechaliśmy metrem. Polecam kupić bilet z lotniska za 4,95 euro, a potem w miejscu gdzie się będziecie przesiadać, kartę na 10 przejazdów za 9,95 euro. Zakładam, że i tak całej nie wykorzystacie.

Po zakwaterowaniu w hotelu wyruszyliśmy na poszukiwanie knajpki, gdzie będziemy mogli zjeść jakieś węglowodany. I tu zapomnieliśmy wszyscy, że jest siesta. Do 19:00 ciężko było coś zjeść, a już na pewno coś wartościowego dla biegaczy. Wreszcie udało nam się znaleźć czynną kuchnię w Suarna, dosłownie 300m od Expo. Kelner nie mówił po angielsku, ale dogadaliśmy się. Miejsce szczerze polecam! W środku zjemy taniej niż na zewnątrz, a knajpka jest piętrowa.

Expo

IMG_0589

Expo zlokalizowane było w Fira de Barcelona, przy Placu Hiszpańskim. Odbiór pakietów był bardzo szybki i bez problemów – kolejki praktycznie niezauważalne. W pakiecie był plecak, w moim „ulubionym” niebieskim kolorze. Pierwszy raz jest to plecak, który mam chęć nosić. Naprawdę jest porządnie zrobiony. Oprócz tego obowiązkowo seria ulotek, próbki różnych maści i koszulka. Wybrałam standardowo M, ale niestety to M było jakieś duże, a wymiana była możliwa dopiero w sobotę o 19:30 (expo do 20), więc sobie darowałam. I co ważne – koszulka była do odbioru przy wyjściu z Expo. Sam event nie był jakoś specjalnie duży. Były firmy, które są zawsze, ale też zupełnie nowe dla mnie.

IMG_0611

Sporo było wystawców z ofertami innych biegów. Chyba pierwszy raz widziałam ich aż tylu. Brakowało stoisk New Balance, Nike czy Adidasa, czym byłam zdziwiona. Liczyłam, że przymierzę gdzieś buty Hoka, ale niestety…Kilka stoisk z batonami energetycznymi i żelami, więc zakupiłam „na testy”. Odebrałam też od razu numer na Bieg Śniadaniowy.expo

Bieg Śniadaniowy

Coraz częściej duże imprezy biegowe organizują coś takiego jak bieg śniadaniowy, a ja zawsze sprawdzam czy taki bieg jest. 5km, z pomiarem czasu, czasem bez, traktuję jako formę treningu. Pierwszy raz biegłam tak w Paryżu. Potem w Bostonie i Nowym Jorku, gdzie pakiety były dość drogie (ok. 50$), ale z techniczną koszulką i pomiarem czasu.

IMG_0664

W Barcelonie bieg był darmowy i trzeba było być szybkim, bo było tylko 2000 miejsc. Zapisy były chyba w styczniu i nie wszyscy z naszej ekipy się załapali. Meta była na Stadionie Olimpijskim i mogliśmy się przekonać, jak wcześniej wyglądała trasa królewskiego dystansu.

bieg

Swój swojego pozna i tak było tym razem. W biegu wypatrzył mnie Tomek Lasota. Znaliśmy się z internetu i pochodzimy z jednego miasta. Był z żoną i przyjaciółmi. Jeden z nich, Radek, robił później zdjęcia na maratonie. Wspólnie zjedliśmy śniadanie na mecie:

IMG_0661

Maraton

Wszystko wieczorem przygotowane, ustalone i byle tylko zasnąć. Często mam problem przed ważnymi biegami, żeby usnąć, ale tym razem poszło bez problemu. Pobudka o 5:45 i o 6:00 byliśmy już na śniadaniu. Ostatnio borykam się ze zdrowiem, więc zabrałam własne jedzenie, bo wolę sprawdzone rzeczy.

7:15 zbiórka pod Expo.

IMG_0734

Jeszcze w Polsce zaplanowaliśmy, że biegniemy ten maraton we troje – Damian, Marcin i ja. 3:30 to był czas, jaki chcieliśmy na mecie, ale z Marcinem mieliśmy chytry plan. Barcelona jest idealną trasa na negative split. Mieliśmy zacząć tempem na 3:30 czyli 5:00/km  i powoli przyspieszać. Na Expo wydrukowałam sobie opaskę z czasem 3:25. To był nasz odnośnik, ponieważ GPS wariował przy wysokich budynkach Barcelony.

IMG_0740

Wystartowaliśmy w 3 fali, z 8-mio minutowym opóźnieniem. Od samego początku Marcin gadał, ale znamy się nie od dziś i wiedziałam, że nudy nie będzie. Pierwsze kilometry trasy to kilka podbiegów, ale nie jakiś bardzo problematycznych. Po jakiś 4km wspólnego biegania powiedziałam chłopakom, że gdyby coś mi się stało, mają dalej biec sami i nie oglądać się na mnie. Zakładałam gdzieś w głowie, że może boleć kolano czy odezwą się moje kochane jelitka, które ostatnimi czasy wariują. Mniej więcej na 6-tym km pokazał nam się stadion Camp Nou. Nic szczególnego i dla mnie nasz Narodowy dużo ładniejszy, ale wiem, że mogę się narazić kibicom.

Między 7 km a 8km zaliczyłam piękną glebę. Sama dziś nie wiem, czy ktoś mnie podciął, czy się potknęłam – to była chwila i leżałam. Prędkość z jaką się podniosłam i pobiegłam dalej, zaskoczyła i mnie. Śmialiśmy się potem, że to było to niby moje „jak coś złego się będzie dziać”.

DSC_9758

fot. Radosław Piasecki

Strefy nawadniania były co 2,5km. Nie zdążyłam zapomnieć o jednej, a już pojawiała się następna. Marcin podawał nam wodę, a my biegliśmy środkiem nie zatrzymując się. Na 10km wzięłam pierwszy żel. To moja sprawdzona taktyka. Przed każdym punktem była tabliczka – „100m”, więc spokojnie wystarczyło czasu, żeby go zjeść i popić.

Koło 16km Marcin powiedział: „Spójrz w górę”. Nie wiem czemu spodziewałam się drona, albo jakiejś kamerki, a my mijaliśmy Sagrada Familia… mogłam ją przeoczyć! 🙂 Trzymaliśmy założone tempo, czasem z Damianem rozmawialiśmy gdzieś z tyłu, jak które z nas się czuje, wzajemnie się wspieraliśmy. Od 26km walczyłam w głowie z jelitami. Miałam pomysł, że jeśli nie dam rady, to odłączę się od chłopaków, ale wmawiałam sobie, że nic mi nie jest, że wytrzymam.

Co 5km sprawdzaliśmy z Marcinem czasy na punktach. Na półmetku mieliśmy wypracowany zapas w stosunku do 3:25. Wierzyłam, że jesteśmy w stanie pobiec te 3:24-3:25.

Półmetek to dla mnie 2-gi żel. Nogi już trochę czułam, ale biegliśmy dalej powoli przyspieszając. Po 30-tym km zaczęła się ta lepsza część trasy w mojej ocenie. Bardziej płaska, nie licząc końcówki. Ale na 32-33km zaczął nam słabnąć Damian. Widziałam, jak walczy ze sobą. Próbowałam z nim rozmawiać. Odpuściłam swoją walkę, już wiem, gdzie jestem, a chciałam być wsparciem dla niego. Wymyślaliśmy z Marcinem różne motywujące teksty, żeby tylko te kilometry mijały. Ostatnie 2km trasy to długi, prosty podbieg.  Z daleka widać kolumny na Placu Hiszpańskim. Damian nerwowo spoglądał na zegarek, a my zapewnialiśmy go, że mamy zapas i damy radę. Co ja bym wtedy dała, żeby dodać mu sił?! Miałam ochotę pociągnąć go za rękę i przyspieszyć. I kiedy jakieś 400m przed metą wyciągnęłam polską flagę, kibice zaczęli mocno nas dopingować, a Damian jakby ożył i włączył 6-ty bieg.

Do mety dobiegliśmy razem. Damian poprawił czas o 20min!

IMG_0747

Dwa miesiące treningów, pokazały mi, że mam jeszcze tę moc w nogach. Wróciły marzenia o ściganiu się i chcę porządnie, pełnym cyklem przygotować się na jesienny start. Gdzie? Jeszcze nie wiem. Ale wiem, że Barcelona otwiera przede mną drzwi na Boston. Chciałabym tam pobiec jeszcze raz….

DSC_0012

fot. Radosław Piasecki

Trasa w Barcelonie jest tak fajnie poprowadzona, że biegnie się większą część w cieniu. W części nad morzem, gdzie jest otwarta przestrzeń, były dwa zraszacze.

Organizacyjnie maraton w Barcelonie to jeden z lepszych w jakich brałam udział. Wszystko, począwszy od expo, przez bieg, jak i strefę za metą, było perfekcyjne w mojej ocenie. Uśmiechnięci wolontariusze, porządek w strefach nawadniania. Jedyną rzeczą, o jaką mogę się czepiać, to ilość toi toi przed biegiem. Zdecydowanie za mało i kolejki na dłużej jak 15 min stania.

Polecam z czystym sumieniem ten maraton. Genialni kibice w większej części trasy, kibicują nie tylko swoim, ale i innym biegaczom. Często słyszałam „Poland” czy „Alessandra” – to wywoływało uśmiech u mnie na twarzy. Był też moment, gdzie była spora grupa Polaków,chyba koło 15-16km. Obowiązkowo przybiliśmy z nimi „piątki”.

Po biegu świętowaliśmy Darka urodziny w knajpce Suarna. Dołączył do nas Marcin Soszka, który był pierwszym z Polaków z czasem 2:38:32. Był to dla niego 79 maraton. Dodam tylko, że trzy dni później pobiegł maraton w Andorze. 106 kółek na stadionie na wysokości 1000 m n.p.m. z czasem… 2:48:40 😉 Ja nie mam pytań.

IMG_0772

Statystyki:

Maraton ukończyło 16 346 osób, z czego 314 osób to Polacy. Ja ukończyłam ogólnie na 3559 miejscu i .. 69 w kategorii wiekowej. Wśród Polaków byłam 62, a wśród Polek…2! Chłopaki okazali się dżentelmenami i na mecie byłam przed nimi 🙂

wyniki

poprzedni
następny

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply